Ostatni coraz bardziej patrzę troszkę inaczej na kulinaria i gotowanie. Może nie na samą czynność gotowania, ale na to co jem. Wszystko przez to, że zobaczyłem ostatni krowę na pastwisku. Niby nic wielkiego, ale zacząłem swojemu dziecku tłumaczyć, że taka krowę zjadamy, że są z niej kotleciki, kiełbaski i inne super rzeczy. Niesamowita była reakcja czteroletniego dziecka. Obrzydzenie wraz ze współczuciem. No i zacząłem o tym myśleć i naprawdę jest to dość brutalne i w sumie my ludzie jesteśmy największymi drapieżnikami zamieszkującymi ta planetę. Nie spowoduje to od razu mojego przejścia na wegetarianizm, ale będę zwracał większa uwagę na to co żona gotuje w kuchni i na pewno dorzucę do diety więcej warzyw. Życia bez kotlecików, kiełbasek i hamburgerów wołowych sobie jednak nie wyobrażam. Czasami po prostu jednak warto się zastanowić jakimi jesteśmy barbarzyńcami. Kulinaria i gotowanie potraw mięsny wynieśliśmy na szczyty, zapominając przy tym ile biedne zwierzęta muszą się nacierpieć i co muszą przeżyć.






Czytając artykuł na temat wegetarianizmu zostałam zaskoczona ogromną ilością korzyści płynących z tego stylu odżywiania. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że rezygnacja z mięsa może tak pozytywnie wpłynąć na zdrowie i środowisko. Teraz zastanawiam się, czy nie warto spróbować ograniczyć spożycie mięsa i dać szansę roślinnym alternatywom. Artykuł zdecydowanie otworzył mi oczy na nowe możliwości!
Komentarz dodasz po zalogowaniu.